Stoicki… katastrofizm

Pierwsza sytuacja: Jutro ważne spotkanie. Panika okropna. Wszystko pójdzie źle. Druga sytuacja: Jak mnie wyrzucą z pracy to będzie koniec świata!

Czego tak naprawdę się boisz?

Ale co tak naprawdę oznacza to „wszystko” i ten „koniec świata”? Konkrety proszę! Najlepiej na papierze (może być wirtualny). No dobrze, to weźmy na tapetę drugą sytuację. Wyrzucają nas z pracy. Co konkretnie to może dla nas oznaczać?

  1. Nie będę zarabiać, będę musiała wydawać oszczędności albo i się zapożyczyć.
  2. Nie będę mogła żyć w ten sam sposób co wcześniej.
  3. Ludzie będą się ze mnie śmiali i nie będą mnie szanować.
  4. Nigdy nie znajdę innej pracy.
  5. Niczego w życiu nie osiągnę i będę wegetować.
  6. Będę musiała się wyprowadzić z domu (jeśli wynajmuję) lub go sprzedać.
  7. Mój związek się rozpadnie.
  8. Umrę bezdomna w zapomnieniu.

Uff. Jest tego trochę, prawdziwy koniec świata! Jednak czy na pewno?

Niektóre z punktów na tej liście są od nas niezależne – jeśli ktoś nie szanuje nas, bo nie mamy pracy , to jego sprawa. Taka osoba nie jest warta naszej uwagi, i tyle. Po co więc mielibyśmy się przejmować czymś, czego nie możemy zmienić? Wniosek: -1 do końca świata.

Inne rzeczy z listy są z kolei zależne od naszych działań. Będę musiała oszczędzać, ale może tak naprawdę wcale nie potrzebuję kupować tych wszystkich pierdół? Nigdy nie znajdę pracy – z takim myśleniem faktycznie będzie ciężko! Ale gdyby to negatywne podejście zamienić w szukanie nowego zajęcia? Nierzadko wyrzucenie z pracy staje się momentem w życiu kiedy zmieniamy kierunek i koniec końców trafiamy w miejsce, które lepiej nam odpowiada. No i inni ludzie sobie jakoś radzą, prawda?

Stoicki spokój

Gdy więc mówimy sobie „wszystko będzie źle”, to wyolbrzymiamy naszą sytuację do jakieś olbrzymiej katastrofy. Ale gdy w szczegółach opowiemy sobie co może pójść źle, to przynajmniej wiemy na czym stoimy. I wiemy, czy mamy na to wpływ.

Oczywiście nie jestem pierwszą, która wpadła na taką teorię. Od pewnego czasu interesuję się filozofią stoicką, która większości z was kojarzy się pewnie głównie z pojęciem „stoicki spokój”. Czyli zachowaniem spokoju niezależnie od sytuacji, czy to pozytywnej, czy też takiej, że tylko siąść i płakać. Skąd stoicy mieli więc brać ten spokój?

A no właśnie z myślenia o tym, co może nas spotkać! Tak więc kiedy coś zdarza się naprawdę, to oni nie byli zdziwieni – bo już to przerobili w swojej głowie!

Jaka z tego nauka dla nas? Jeśli już masz się martwić, rób to konstruktywnie, bo strach ma największe oczy wtedy, gdy tak naprawdę nie wiemy na co patrzymy.

9 thoughts on “Stoicki… katastrofizm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *