Czego nauczyło mnie moje kolano

Stało się. Jeden zły krok, wygięta noga, no i chrup. Coś mi się porobiło z kolanem. Mnie, osobie która poszłaby na piechotę wszędzie, i która ma wielkie plany wędrownicze na ten rok! Wpadłam w nastrój z ostatniego wpisu: panika i czarna rozpacz. No dobrze, może nie lamentowałam dzień i noc, ale byłam zaniepokojona. Postanowiłam jednak nie szarpać się z koniem (tutaj: kolanem 😉 ) i zacząć od obserwowania sytuacji. I tak przez dwa ostatnie tygodnie dzięki mojemu kolanu nauczyłam się paru ciekawych rzeczy:

1. Dobrze jest się uziemić

Od dzieciństwa jestem dość rozciągliwa, i jednocześnie mało stabilna. Często wpadam w różne stołki i słupki i zawsze mam na ciele przynajmniej siniak. Mam też tendencję do splatania nóg w trakcie stania – jedna noga idzie za drugą i robią bardzo niestabilny supełek.

Jednak gdy moje kolano dało mi popalić, nie chciałam go dodatkowo obciążać. Zwracałam uwagę na to, jak stawiam kroki, a gdy stałam, równo rozkładałam ciężar na obie nogi. I w efekcie nie tylko czułam, że moje kolano to lubi, ale ja też polubiłam to czucie podłoża! Poczułam się bardziej ‚uziemiona’ – oczywiście w pozytywnym sensie, bo uważne stawianie kroków poprawia świadomość gdzie jesteśmy i co się dzieje wokół nas (trochę podobnie do uważnego wąchania, o którym pisałam tutaj). Dodatkowo, gdy nie zaplatam nóg czuję się mniej chybotliwa również mentalnie 😉 W końcu nie bez powodu mówi się „stać twardo na ziemi”!

2. Czasem trzeba odpuścić

Jestem dość niecierpliwa. Nie lubię zajęć w których długo nie widać efektu, pisanie pracy magisterskiej było dla mnie mordęgą. Tak samo nie lubię czekać na windę czy stać na ruchomych schodach. Z drugiej strony, nie lubię zmieniać swoich planów. Gdy więc moje kolano przyblokowało mnie, mimo wszystko próbowałam wchodzić na szybcika po schodach. No i niestety, ból szybko mnie z kolei zniechęcił do robienia tego ponownie. Musiałam więc albo wchodzić bardzo powoli, albo korzystać z windy lub ruchomych schodów. Taka strata czasu! Już nie mówiąc o tym, że z takim pobolewającym kolanem nie mogłam zbytnio ćwiczyć. Najpierw byłam zła, ale potem uznałam, że lepiej teraz trochę odpuścić, niż zaszkodzić sobie więcej swoją niecierpliwością.

3. Nie oceniaj innych

Ten punkt wiąże się z poprzednim. Gdy tak stałam na ruchomych schodach czułam się jak ostatni leń co nie chce zrobić paru kroków. Ale tak jak napisałam powyżej, pogodziłam się z myślą, że muszę odpuścić. I to sprowokowało mnie do dalszego myślenia – może więc nie powinnam oceniać innych osób swoją miarą? Może ktoś, kto bierze windę zamiast użyć schodów też ma problemy z nogą, albo na przykład z sercem?

Podobnie, gdy poszłam w końcu na siłownię pojeździć trochę na rowerku (bo podobno to rozciąga kolano) nie chciałam ryzykować większej kontuzji. Pedałowałam więc powoli, skupiając się na dokładnym rozciąganiu.  I zdałam sobie sprawę, że gdy widzę kogoś pedałującego tak jak ja, to zazwyczaj mentalnie przewracam oczami i zastanawiam się, po co w ogóle ta osoba przyszła na siłownię. Więc teraz biję się w piersi – tak, nigdy nie myślałam o tym, że ktoś ma problemy zdrowotne i chce się zregenerować, a nie zrobić trening życia. Oczywiście nie wierzę, żeby wszyscy ludzie jeżdżący windą albo wolno treptający na siłowni  byli schorowani, ale lepiej z założenia nie oceniać, no bo po co.

4. Zdrowie jest najważniejsze

Standard życzeniowy to jak wiemy: „dużo zdrowia, bo zdrowie jest najważniejsze”. Zazwyczaj traktowałam takie życzenia jako dowód małej kreatywności życzącego. A jednak! Cytując wieszcza, ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto cię stracił. Z moim kolanem jest już lepiej, byłam u lekarza i planuję iść do fizjoterapeuty. Powoli wracam do ćwiczeń, ale gdy tylko czuję, że moje kolano nie lubi jakiegoś ruchu, odpuszczam. Nie jestem wyczynowym sportowcem, więc celem moich ćwiczeń powinno być zdrowie, a nie osiągi.

No i tak na koniec: wiem, że trudno przyrównać moje bolące kolano do doświadczeń osób, które na przykład cudem uszły z życiem w wypadku. Ale jeśli nawet takie wydarzenie pomaga nam nauczyć się czegoś pozytywnego, to chyba dobrze, prawda? 🙂

9 thoughts on “Czego nauczyło mnie moje kolano

  • Najważniejsze to znaleźć dobre aspekty we wszystkim, miałam podobnie, kiedy wypadł mi dysk i musiałam wszystko robić z większą delikatnością 🙂

  • Sam miałem kiedyś problemy z kolanami w czasie gdy niemal wyczynowo uprawiałem Taekwondo. Niestety trzeba było zwolnić tempo, bo pewnie zdarłbym je na amen. Ale sentyment do sztuk i sportów walki pozostał i nadal staram się je trenować.

    • No cóż, niestety sport to nie zawsze zdrowie… Ale cieszę się, że wciąż możesz trenować 🙂

  • Z tym zdrowiem to rzeczywiście – jako dziecko nigdy nie rozumiałam po co komuś życzyć zdrowia. Lepiej sto lat! A teraz już wiem, że trzeba życzyć stu lat w dobrym zdrowiu 🙂 Sama mam sporo kłopotów zdrowotnych – tragicznie słabe zęby, oczy (krople 2x dziennie prawdopodobnie do końca życia – albo chociaż do operacji) i dopiero teraz wiem, co to znaczy być uzależnionym od medycyny. I w końcu rozumiem, że o to, co się je i jaki styl życia się prowadzi, trzeba dbać nie tylko dla szczupłości, ale przede wszystkim dla własnego zdrowia. 🙂 A Twoje kolano już zregenerowane?

    • Było zregenerowane do dzisiaj, kiedy to wybrałam się na wycieczkę po Ardenach… I w sumie jeszcze przed wyjściem na szlak coś mi strzykało, a 20km po górkach nie pomogło. Teraz voltaren, fizjoterapeuta i modlitwa żeby przez 2 tyg się polepszyło, bo tragarza w Pirenejach raczej nie będę miała!

  • Z kolanami nigdy nie miałam problemu ale to, że zdrowie jest najważniejsze popieram w 100% a na dodatek jestem zdania, że jak nie ma się zdrowia to nie ma się tak naprawdę nic 😛 Buziak!

  • Tak bardzo rozumiem! Ja rozwaliłam sobie stopę albo nawet weszło mi w nerw kulszowy i teraz ledwo chodzę?! Ja sportswoman która w niedziele miała biec w color run a tu dupa..ehh, no trzeba posłuchać ciała ale głowa tak bardzo się męczy teraz ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *