Być jak rolnik

Bo rolnik nie „prokrastynuje”. (albo mówiąc wprost – opierdziela się) Gdy trzeba wydoić krowy, to doi, gdy jest pora na żniwa, to trzeba się za to zabrać. Wiadomo, nie tylko rolnicy tak pracują (strażak nie powinien się ociągać z gaszeniem pożaru!), no i pewnie zdarzają się rolnicy-lenie. Ale mam niewyjaśniony sentyment do tej profesji, będąc małą Natalką zawsze oglądałam bladym świtem w każdą sobotę programy rolnicze, a w wakacje Agrobiznes o 12 to był mus. No i nie zapominajmy, że mam za sobą epizod pracy przy uprawach (więcej o tym tutaj), i podobał mi się ten tryb ‚bezmyślności’. Nasz gospodarz, Jeremie, codziennie patrzył na na warzywa i decydował – dzisiaj zbieramy ogórki. Albo – dzisiaj jest za ciepło na pracę w szklarni, zabieramy się za chwasty! Bez narzekania, że on tak bardzo by chciał zbierać pomidory, a nie ogórki.

Bezmyślność? To obelga tak?

Wcale nie! Chodzi mi o stan w którym nie rozmyślamy dzieląc włosa na czworo przed wzięciem się do roboty, jakakolwiek by ona nie była. Zaczynamy działać bez myśli typu: „ach dobrze by było posprzątać, ale tak mi się nie chce, w ogóle słabo mi od tego siedzenia, w sumie to już późno jest, nie ma sensu dzisiaj zaczynać…”. Mówiąc inaczej: nawyk i samodyscyplina!

Nuda? No cóż, może, ale efektywna! W zeszłym tygodniu wzięłam udział w webinarze poświęconym realizowaniu projektów (zrobionym przez Panią Swojego Czasu, pozdrowienia 😉 ). Jedna z uczestniczek spytała co zrobić, gdy motywacja do realizacji projektów siada. No i właśnie – skorzystać z samodyscypliny! A jeszcze lepiej – nawyku. Bo o ile o samodyscyplinie trzeba sobie przypominać, o tyle nawyk po prostu jest. Mówię oczywiście o dobrych nawykach! Niestety te złe zdają się wchodzić w krew łatwiej, no ale satysfakcja z przyzwyczajenia do tych pozytywnych jest większa 🙂

W trakcie webinaru o którym napisałam wcześniej inna z uczestniczek poleciła filmik na temat wyrabiania samodyscypliny i nawyku. Fajnie przedstawia etapy ich formowania – nie będę tego streszczać, bo najlepiej sięgnąć do źródła:

Teoria sobie, praktyka sobie

No a jak to u mnie wygląda w praktyce? No cóż, myślę, że nie rozpisywałabym się o tym tyle, gdyby to było dla mnie coś oczywistego. Mam wrażenie, że o ile za młodu byłam dość ogarnięta, tak im starsza, tym bardziej zasłaniam się nieuleczalną prokrastynacją i innymi wymówkami.

Moje dwa dobre nawyki które udało mi się utrzymać to zmywanie makijażu cokolwiek by się nie działo i picie na czczo po przebudzeniu szklanki wody z cytryną.

W niepamięć za to poszło wstawanie razem z budzikiem i chodzenie spać o przyzwoitej godzinie. Swego czasu udawało mi się wstawać z łóżka o 6 i kłaść przed 23. A teraz? Szkoda gadać… Ale pora to zmienić! Niech maj będzie zatem miesiącem odkurzenia tego zapomnianego nawyku. Nie mam na razie ambicji wracać do tych samych godzin pobudki i zasypiania, ale chcę przynajmniej wstawać bez ociągania.

A może ktoś byłby chętny przyłączyć się do tego wyzwania? W kupie zawsze raźniej 🙂

10 thoughts on “Być jak rolnik

  • Od zawsze byłam chaotyczne, bałagan w papierach i w ogóle. Jednak odkąd prowadzę bloga, widzę że sporo się zmieniło. Zawsze realizuje plany do końca, jestem coraz lepiej zorganizowana

  • Ja zawsze będąc małą dziewczynką byłam przekonana, że dorosłym zawsze się chce. Jakkolwiek to brzmi 🙂 . Chce się rano wstawać, chce się iść do pracy, przed pracą robić dzieciom kanapki do szkoły, chce się wracając z pracy robić zakupy i od razu po powrocie brać się za obiad. Że sobota jest wolna od pracy po to, by dorośli mogli spokojnie posprzątać całe mieszkanie (nawet kurz za kanapą), zrobić 3 prania upiec ciasto na niedziele. Im się po prostu chce. Kiedy mama budziła mnie do szkoły, za oknem było jeszcze ciemno, a na stole juz stało śniadanie i naszykowane kanapki do szkoły, moja zawsze podpisana, bo nie lubiłam sera i kilk innych składników, które byly tolerowane przez moje siostry, wydawało mi się, że ona to wszystko robi, bo jej się chce. Kiedy dorosłam jeszcze bardziej zaczęłam ją podziwiać. Szkoda, że nie zdążyła mi wytlumaczyć skąd czeprała motywację, choć mogę się domyślać, że to właśnie rodzina nią była.

    • No właśnie, poza rolnikiem przykład matki/ojca też przyszedł mi do głowy – gdy masz dziecko to nie ma, że ci się nie chce przygotować kolacji czy poprasować. Oczywiście i tutaj trafiają się przypadki patologiczne, ale co do zasady myślę, że bycie rodzicem bardzo pomaga na ogarnięcie się. Z drugiej strony, nawet teraz moi rodzice potrafią załatwić o wiele więcej spraw ode mnie. Czasem myślę, że to wina internetu i mediów społecznościowych, bo mam wrażenie, że odkąd mam fejsbuka to tracę o wiele więcej czasu…

  • Nie wiem czemu, ale też jak byłam młodsza to byłam bardziej ogarnięta. Wstawałam o 6 rano i chodziłam spać o 23, a teraz? Spać dalej chodzę ok. 23, ale wstaję co najmniej o 9. Koniecznie muszę to zmienić!

  • Ooo, bardzo ciekawe z tym ”być jak rolnik”, faktycznie wydaje się, że rolnik nie prokrastynuje.
    Z nawykiem zmywania makijażu mam tak samo.. może się walić, palić, mogę być zmęczona do kwadratu, ale makijaż zmyję 🙂

    • Myślę, że czasem nie wychodzi nam wdrożenie pewnych nawyków bo po prostu nie są nam potrzebne albo nie są dopasowane do naszych charakterów. Na przykład – niby mogłabym postanowić sobie że zacznę codziennie biegać, ale po co, skoro tego nie lubię i nie mam zamiaru brać udziału w maratonach, i zamiast tego dużo chodzę i ćwiczę w inny sposób.

  • Z rolnikami jest tak, że jeżeli nie zrobią czegoś teraz to dość szybko odczują tego konsekwencje. W myśl: jeżeli nie zasieję na wiosnę to nie będę miał co zbierać późnym latem, czy jak nie podleję warzyw to mi uschną. Natomiast pracownicy umysłowi mogą pewne rzeczy odkładać i dość długo nie odczuwać negatywnych konsekwencji lub nadrobić coś siedząc po godzinach. A rolnik niczego nie nadrobi. Jak nie zasiał to już nie nadrobi tego. Jak uschło to nie odrośnie. Nasza prokastynacja wynika w mojej opinii właśnie z braku poczucia konsekwencji.

    • Dobra uwaga! To prawda, że w mojej pracy czasem mogę przez pół dnia nic nie robić bez żadnych konsekwencji. I mówiąc szczerze – wcale mi się to nie podoba… Bo jak się człowiek przyzwyczai w jednej sferze do takiego działania, to potem przechodzi to też i na inne obszary. Z drugiej strony, obecna kultura natychmiastowej gratyfikacji też nie pomaga. Jeśli nie mamy natychmiastowego wynagrodzenia po zrobieniu czegoś, to od razu tracimy motywację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *